Pewnego dnia dalem Indiance pewna obietnice... . Minely deszczowe tygodnie i po wczorajszej mojej prosbie o slonce - Indianka przyslala duuuzo sloneczka :) . Dzieki temu moge spelnic moja obietnice!
Popatrzcie na to blyszczace sloncem drzewo!
Dzieki Indianko!
Mijajac lsniace w sloncu bialym kwieciem drzewo ruszylem razem z moja meska latorosla na lowy... .
Ruszylismy w zielona gestwine...
Idac ciagle brzegiem przepieknej fosy Fortu II...
I natknelismy sie na pierwsza zwierzyne lowna... , ktora oczywiscie latorosl wziela na cel...
Pierwszy ustrzelony byl kaczor krzyzowki...
Szczescie mu dopisywalo... . Za chwile pojawily sie nastepne cele... .
Bach! Bach! I ma nastepne dwa kaczory (w sumie strzal byl jeden ;)
Ruszylismy dalej... . Mijajac piekne widoki...
Kto by pomyslal, ze to jest jedynie fosa...
I nagle ukazal nam sie widok powodujacy silne bicie serca i wrecz wrzenie krwi...
Dzieki naszemu sprzetowi mysliwskiemu jednym strzalem upolowalismy kilkanascie sztuk.
Robin Hood i Old Shatterhand przy mojej ratolosli, to cienkie Bolki ;)
Syci tryumfami mysliwskimi pozwolilismy aby nas wiodla droga...
A sciezka nasza byla kreta...
I niezbyt szeroka...
I choc zdawalo sie, ze ja gubilismy wsrob bezkresnych traw lak pieknie polozonych na fortowych plantach...
Malownicza laczka z gorkami dla szalencow rowerowych...
A czasami wsrod bezkresnej gestwiny...
Z ktorej niespodziewanie dla nas wychynal niespodziewany zwierz...
Nagle na naszej drodze stanal nam nieoczekiwanie skaut... .
Zachowalismy sie co prawda jak pewien lord z opowiadania hrabiego Czynskiego (ze "Znachora")... . Tylko, ze nasz zwierz nie byl taki wlochaty... . Ani w wyniku ustrzelenia nie ucierpial na zdrowiu ;)
Nie mielismy wyjscia - zupelnie jak Legia Cudzoziemska musielismy maszerowac do przodu!! A gaszcz lesny zdawal sie nie do przebycia... .
I jak tu przejsc ten bor (150m x 350m)??!!
Nagle nasze oczy porazilo jasne slonce i nieoczekiwanie dla nas samych wyszlismy prosto na taki widoczek...
Myslalem, ze jakis czar przeniosl nas do Boskiej Woli...
Ale po dokladniejszym przyjrzeniu sie temu magicznemu widokowi bylismy niestety pewni, ze nici ze szklaneczki boskiego nektaru o kolorze bursztynu... :(
Zaszlismy wiate tez i z przodu... .
Tylko gdzie te koniowate?!?
Intrygujacy brak koniowatych szybko sie wyjasnil, gdy poszlismy ciutke dalej...
Sa dwa koniki!! Niestety jednoplciowe...
Po czym droga nas zawiodla znowu w zielona gestwine...
Szeroka i jasna...
zawiodla nas znowu nad wode...
Gdzie w oddali, sposrod bujnej roslinnej wegetacji wychynal fragment umocnien fortowych...
Tak od strony wody wyglada fortowy port...
Aby nie zaprzepascic zadnej okazji do upolowania ciekawego okazu ruszylismy w dalsza droge brzegiem wody...
Ta fosa jest wprost niesamowita...
A jakze!! Nie myslil nas instynkt mysliwego i po chwili mielismy kolejne trofeum...
Pieknie nam sie ten gesior wystawil, nieprawdaz..?!?
Dalsza nasza wedrowka byla coraz trudniejsza. Drzewa zdawaly sie nam zachodzic droge...
Mozna sie zakochac w tym zakatku...
Aby nagle ustapic nam miejsca ... . Gdzie dywan pieknych traw scielil nam sie pod nogi...
Miejscami planty sa porosniete pieknymi lakami... .
I jak tu nie chwalic lak umajonych... .
Oraz drzew pokrytych pieknym kwieciem...
Az pewne znaki wyprowadzily nas w kierunku cywilizacji...
Jedna z dwoch "psich laczek " wyprowadzila nas z zielonej gluszy...
Na tym skonczyly sie nasze przygody wsrod zielonych ostepow fortowych... . Ale nasza przygoda trwala nadal... [1]
_______________________________________________________________________
1. Dalsze przygody wesolych lesnych ludzi w odmetach historii znajdziesz Drogi Czytelniku w nastepnych wpisach na tym blogu.
Leśny ludź wszędzie znajdzie sposobność do kontaktu z Matką Naturą. :)
OdpowiedzUsuńA jeszcze w takim zaczarowanym miejscu...
UsuńPięknie, pięknie i co ważne- bezkrwawo.
OdpowiedzUsuńpozdrawiam
Lubie "polowania" z aparatem fotograficznym :) . Taka juz chyba rodzinna tradycja ;)
UsuńJesli chodzi o mysliwych krwawych, to pelnia oni bardzo wazna role w przyrodzie (sa nie tylko chodowcami ale tez i substytutem drapieznikow).
Och czytałam "Lato leśnych ludzi" jak byłam mała. Fajnie jest zobaczyć nowszą wersję i to jeszcze z obrazkami:)
OdpowiedzUsuńJa rowniezczytalem ta ksiazke w dziecinstwie. Czym skorupka za mlodu nasiaknie ... ;)
UsuńCos zostaje w nas z tych dzieciecych i mlodzienczych fascynacji (nawet twardy facet Admin R-O marzy sobie o chatce Hobbita ;)
Ja do tej pory sięgam do tej cudownej książki, rozświetla mi rzeczywistość od czasu do czasu.:)
OdpowiedzUsuńDo dobrych ksiazek mozna wracac po kilka razy w ciagu zycia... .
UsuńI za kazdym razem czlowiek znajdzie cos nowego ;)
Lato leśnych ludzi....mam to od niedawna na codzień :)...ale podobno las na dłuższą mete ogłupia.Zobaczymy.. :)
OdpowiedzUsuńTrafiłam tu bo podczytuję blog Indianki.(też współczułam tej kobiecie,nawet paczki chciałam słać...ale przeczytałam blog od deski do deski i...oprzytomniałam-polecam lekturę-
http://indianka-rancho-czukty.blogspot.com/-przepraszam za to wtrącenie ale widzę,że Pan ostatnio często komentuje ww blog i komentarze są zamieszczane,moje juz nie...bo były bardziej radami na oprzytomnienie niż pieśnią pochwalną...).Jola
U nas w ciagu ostatnich 2 tygodni byl jeden dzien prawdziwej wiosny (a zapowiada sie, ze nastepny tydzien bedzie tez dzdzysto-jesienny), stad wnosze, ze raczej nie zglupiejemy z powodu "lata lesnych ludzi" ;)
UsuńPoza tym po dosc intensywnym zyciu zawodowym w miescie, najlepiej odczuwam w ruchu wsrod zieleni :) Nic na to nie poradze (i tak na prawde, to nie chce nic poradzic ;) .
Dzieki za link - poczytam. Zapoznam sie z druga strona medalu... .
Tobie za darmo?Z jakiej racji?Przecież ty taka zaradna,samowystarczalna,pracowita hahaha...a jak się mają sprawy karne Isabelle?:)
UsuńW miare mozliwosci raz dziennie staram sie przespacerowac wokol Fortu. Dla higieny psychicznej oraz dla latorosli (a przez ten fakt, ze latorosle zabieram na spacer to i Piekniejszej Polowie sie zasluzam ;).
OdpowiedzUsuń